Dziś klasa 4d, pod opieką pani Ewy i pani Miry, wyruszyła na podbój centrum Krakowa z misją specjalną: zdobyć wiedzę, zjeść coś pysznego i… nie zgubić wychowawcy ![]()
Plan dnia był ambitny – najpierw Żywe Muzeum Obwarzanka, a potem tajemnicza wyprawa do Ministerstwa Tajemnic. Brzmi niewinnie? Tylko z pozoru.
Już na początku wizyty w muzeum dzieci dowiedziały się, że obwarzanek to nie jest „taki zwykły precel z dziurą”, tylko krakowski VIP z ponad 600-letnią historią!
Uczniowie 4d z właściwą sobie powagą wysłuchali opowieści o królewskim rodowodzie obwarzanka, po czym natychmiast przystąpili do działań praktycznych, czyli do sprawdzenia, czy da się zrobić idealny okrąg bez użycia cyrkla i cierpliwości.
Nie da się… ![]()
Powstały formy odważne, eksperymentalne, a momentami wręcz filozoficzne. Jeden z obwarzanków zdawał się zadawać pytanie o sens istnienia, inny natomiast kształtem przypominał Afrykę. Na szczęście pani instruktorka zachowała spokój człowieka, który widział już wszystko i tylko uśmiechała się ciepło, słysząc:
– Proszę pani, mój wygląda jak ślimak po przejściach!
– A mój jak opona od traktora!
– A mój zjadłem, zanim się upiekł… Żartowałem ![]()
Prowadząca warsztaty dzielnie tłumaczyła, że obwarzanki trzeba po uformowaniu „obwarzyć”, czyli zanurzyć w gorącej wodzie. To rozczarowało część klasy, która liczyła na bardziej magiczne podejście do piekarnictwa. Niektórzy uczniowie uznali jednak, że brzmi to jak zaklęcie z Harry’ego Pottera i próbowali nim ożywić swoje wypieki. Efekt: kilkanaście obwarzanków, kilka „serduszek” (przynajmniej takie były plany…) i coś, co komisja naukowa mogłaby nazwać „obiektem niezidentyfikowanym”.
Na szczęście po niemal godzinie każdy wyszedł z dyplomem i własnym – mniej lub bardziej okrągłym – dziełem sztuki.
Ale to był dopiero początek przygody. Po obwarzankowej rozgrzewce klasa 4d udała się na ulicę Kanoniczą, gdzie czekało na nich… Ministerstwo. I to nie byle jakie, bo Ministerstwo Tajemnic!
Już przy wejściu dzieci zaczęły podejrzewać, że coś jest nie tak: schody jak do lochów, tajemnicze komnaty i atmosfera jak przed sprawdzianem z matematyki. Okazało się jednak, że to magiczna kawiarnia pełna zagadek, eliksirów i sekretnych przejść. Jej wnętrze faktycznie wyglądało jak skrzyżowanie gabinetu alchemika z kawiarnią.
Wkrótce wśród zamówień pojawiły się eliksiry, których kolory budziły zaufanie tylko u najodważniejszych, oraz desery, które znikały z talerzy z prędkością trudną do uchwycenia nawet przez Panie ![]()
Rozmowy przy stole szybko zeszły na tematy fundamentalne: czy eliksir odwagi działa przed sprawdzianem z matematyki i czy zakup magicznego gadżetu można uznać za inwestycję długoterminową. Argumentacja uczniów była spójna i – co gorsza – momentami przekonująca ![]()
Potem nastąpił najważniejszy punkt programu: sklepik.
A tam… wszystko! Magiczne gadżety, słodycze i pamiątki, które – według uczniów – były absolutnie niezbędne do życia. To tam ujawniła się prawdziwa natura wyprawy edukacyjnej. Dzieci, które jeszcze chwilę wcześniej z godnością formowały obwarzanki, teraz z niezwykłą determinacją analizowały każdy przedmiot, dochodząc do wniosku, że wszystko jest absolutnie niezbędne. Wszystko! Szczególnie rzeczy zupełnie zbędne!
Podsumowując:
Klasa 4d wróciła z wycieczki bogatsza o wiedzę, doświadczenia i około 17 kilogramów obwarzanków (z czego połowa zjedzonych w autobusie).
A czy ktoś się czegoś nauczył?
Oczywiście!
Na przykład tego, że:
obwarzanek to nie precel,
magia istnieje (szczególnie podczas zakupu pamiątek w sklepikach),
a pieniądze znikają szybciej niż kanapki na przerwie ![]()










